środa, października 10

#QUEEN OF THE NIGHT: Milani Most Loved Mattes

W kwestii cieni zdecydowanie jestem osobą NUDEną. Dlaczego? B malować się nie umiem, a nudem zawsze się da przykryć niedociągnięcia, albo machnąć makeup-no-makeup (taka ciapcia rapcia w moim wykonaniu, ale niech będzie). Dlatego gdy zobaczyłam paletkę matowych nudziaków Milani Most Loved Mattes, to.... przepadłam. To była miłość, miłość od pierwszego wejrzenia. 

I, jako że cienie miały być trwałe, to wystawiłam je na najbardziej srogą próbę - prawdziwe polskie wesele! Bo Królową nocy zachciało mi się być! Czy coś wytrzymało do rana? :)


Przede wszystkim, chcę nadmienić, że kolory są bardzo uniwersalne i świetnie się ze sobą komponują. Gamę kolorystyczną odniosłabym do jesiennej - tu znajdziemy i czerwone liście i kolor lawendowy. No i moje ulubione maty - może jestem staroświecka, ale błyskotki na oku mi niezbyt pasują, wole warianty bardziej klasyczne. Jako że wolę spokojniejsze makijaże nawet na większe okazję, to stosuję ją bardzo często - i do pracy, i do kina, i na weselicho (ale o tym za chwilę).

Cienie są świetnie napigmentowane i drobno zmielolne, wystarczy więc dosłownie drobinka by uzyskać pożądany kolor. Rozcieranie również jest bajeczne, więc nawet taki laik jak ja poradzi sobie z tym zadaniem by stworzyć coś przyzwoitego.

Struktura jest wręcz świetna - lekka i pudrowa. Cienie nie osypują się i trzymają się jak gdyby były gwoździem przybite :)
Ale powróćmy do meritum - co się dzieje z okiem po 8h weselnej rzeźni? Nie powiem, że nic, bo się tańczy, poci i całuje z liczną rodziną. Jednak ja, jako że mam powiekę tłustą i opadającą, to zazwyczaj rano zastaję na swoim oku przysłowiowe nic z! uwaga! ciemną krechą w załamaniu powieki. Nie cierpię tego, ale rozcieranie cieni po kilku godzinach wesela robi wręcz niemożliwe. A więc z każdą kolejną godziną co raz to bardziej przypominam potwora. Z podwójną powieką. 

Tu, natomiast, o godzinie czwartej nad ranem ujrzałam... że cienie nieco zblakły. Ale wszystko się trzyma na miejscu! Nie mam okropnej krechy, pandy, żółwia i innych zwierząt - nic z tego! Wyglądałam... świeżo, jak gdybym nie na weselu byłam, a na kawie z koleżanką. Ba, nawet pocierałam oczy, i mimo to nie zrobiła plamy na oku.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona, paletka idealnie się sprawdza zarówno na co dzień, jak i na większe okazje :)

Post powstał w ramach akcji Michała z bloga Twoje Źródło Urody Wspaniały rok, a ja zapraszam Cię do innych blogerów biorących w niej udział:

Paletkę polecam wszystkim miłośniczkom Nudowych matów, dostępna jest na www.colorsvibe.pl.
A jakie są Wasze ulubione maty? :)

3 komentarze: