niedziela, czerwca 17

#Wspaniały Rok: You are my inspiration

Bycie czyjąś inspiracją to ciężar, który nie każdy zdoła udźwignąć. Odpowiedzialność, która kryje się za tym słowem jest wręcz ogromna i przerażająca, obarczyć więc kogoś nią należy ostrożnie, wiedząc, że osoba ta potrafi przetrwać wiele, i na pewno Ciebie, zainspirowanego, nie zawiedzie.

Moją inspiracją zaś jest drobniutka, ale niesamowicie silna kobieta, o której wspominałam Wam nieraz, i na pewno, jeszcze wspomnę. Ilona Nalewajka. Fryzjer? Szalony improwizator? Osobowość. Przychodzę do niej nie tylko po nową fryzurą, ale, przede wszystkim, po energię i napęd do działania, który przekazuje każdemu, kto wkroczy w jej progi.

Wizyta, o której napiszę, tym razem dotyczyła farbowania i to nie byle jakiego, bo na kole. Sama widziałam coś takiego po raz pierwszy, a Ilona nie musiała długo mnie przekonywać.
A zaczęło się wszystko od wielkiego sombrero z pleksi, co spoczęło na mojej głowie, otoczone miękkimi gumkami. Aby ciężar nie przeszkadzał przewidziano podpórki, dzięki którym odciążono mi głowę, a proces farbowania przerodził się w zabawę.

Włosy farbuje się, dzieląc je na warstwy - jest to sprawa dosyć długa, ale warta poświęcenia czasu.
Żeby stworzyć prawdziwy "żywy" efekt 3d dla moich włosów namieszano kilka miseczek z farbą Estel, a kolor, jak zwykle u Ilony, dobrano indywidualnie. A czy Wy wiecie, że w Ministerstwie Urody prowadzi się historię wszystkich farbowań? Wracając nawet po pięciu latach można dowiedzieć jak, czym i w jakich proporcjach była mieszana farba, i odtworzyć ten efekt.
Cóż mogę rzec? Farbowanie na kole nie jest łatwą sztuką i wymaga dużego doświadczenia. Żaden włos nie umknął uwadze Ilony i został należycie potraktowany. W trakcie farbowania Ilona przypominała mi malarza pogrążonego w tworzenie swego arcydzieła, i, wprawdzie, efekt końcowy tylko potwierdził moje przypuszczenia.
Nieco obawiałam się zdejmowania koła, sama nie wiem dlaczego. Wydawało mi się, że może pojawić się nieprzyjemne i ciągnące uczucie, jednak i to, tak jak wszystko u Ilony, okazało się być przyjemne.


Następnie trafiłam pod opiekę Czarownicy Kasi, która wystylizowała mnie na bogini :)

A oto efekt. Zdjęcia nie ukazują go w pełni, ale uwierzcie mi - warto. Warto nie tylko dla boskich włosów, z którymi od Ilony zawsze wychodzę, ale i dla Ilony jako Ilony. 

A kto jest Wasza inspiracją?

Post powstał w ramach akcji Michala z bloga Twoje Źródło Urody Wspaniały rok, a ja zapraszam Cię do innych blogerów biorących w niej udział:

11 komentarzy:

  1. Efekt jest olśniewający :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aniu, bardzo ładny efekt! Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniały efekt. Sama z chęcią wybrałabym się na takie farbowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialnie wygląda taka koloryzacja. Może kiedyś sama się zdecyduję Chociaż powiem ci że ja nie farbuję włosów od momentu kiedy poszłam na studniówkę.. czyli naprawdę bardzo dawno temu

    OdpowiedzUsuń
  5. wow, ekstra efekt, nigdy nie miałam włosów farbowanych w ten sposób.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy raz słyszę o takiej metodxme farbowania wlosww, ale o Ikonie to już nie raz słyszałam, ostatnio czytałam też wpis Michała na temat wizyty w tym salonie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Słyszałam już o tym farbowaniu :) włoski mega :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piekne włosy!
    Pierwszy raz widzę tak farbowane wlosy u fryzjera :p
    Super ! Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń