poniedziałek, 8 maja 2017

#Recenzja: O pielęgnacji po-słowiańsku z Raisą Ruder

Podręczniki piękności ściągnęli się do nas z całego świata: uczyliśmy się od Koreanek, Japonek, Francuzek jak dbać o siebie. Ja jednak zawsze myślałam, że my, słowianki, też mamy wiele przepisów, o których niestety tak rzadko wspominamy. Pamiętam czasy, gdy wybór kosmetyków był mały, a pieniędzy na nie jeszcze mniej. Mimo to, mama zawsze sobie świetnie radziła: truskawka zamiast peelingu enzymatycznego, plasterek ogórka zamiast toniku rano, a żółtko z jajka zastępowało wówczas szampon na porost włosów. I to wszystko działało, a mama była i jest piękną kobietą.

Bardo się więc ucieszyłam, gdy dostałam wiadomość o powstaniu nowego elementarza pielęgnacji słowiańskiej, napisany przez ukraińską kosmetyczkę, która przeprowadziła się do stanów w latach 90ch.


Teraz, gdy jej klientkami są gwiazdy Hollywood, może na głos się przyznać, że cudowny specyfik, który nakłada klientkom pod oczy - to tłoczony ziemniak, a na twarz - maseczkę z musztardy i octu. Książkę "Sekrety Urody Babuszki" napisano bardzo lekkim językiem i szybko się ją czyta. Poświęcono ją, przede wszystkim, słynnej "babuszce" autorki - skromnej kobiecie z ukraińskiej wsi, tworzącej w domu prawdziwą manufakturę kosmetyczną i ratującej piękno wszystkich chętnych. Podczas czytania książki znalazłam kilka znanych mi od dziecka działających przepisów, ale odkryłam również sporo nowego dla siebie. Dużym plusem jest dostępność składników, ponieważ w wielu przypadkach możemy natychmiast udać się do kuchni i przyrządzić jakiś magiczny specyfik, który wpadł nam w oko. Nie miałam zbyt dużo czasu by przetestować każdy przepis, ale, uwierzcie mi, ogórkowa maseczka do twarzy "magiczny ogórek" i "winogronowy eliksir młodości" - to bomba.

Co mi się nie spodobało? Tak się stało, że właściwie także jestem "dziewczyną ze Wschodu", tyle że jestem Białorusinką z pochodzenia. I niektóre momenty w książce trochę zakłócały mój spokój. W pewnych przepisach znajdziemy np. oliwę z oliwek, a wiem że w tamtych czasach nie była ona dostępna, tak samo jak np. papaja. Zdaję sobie sprawę, że autorka nieco zmieniła przepisy, zastępując olej słonecznikowy oliwą itd. bazując na produktach, które bardzo ceni obecnie. Jednak zabrakło mi tego wyjaśnienia, że nie są to już w 100% "przepisy babuszki". 

Są też pewne składniki, których mi zabrakło, ale, być może dlatego, że jednak jestem z innego regionu. A zabrakło mi, przede wszystkim ziół: dziurawca, lipy, pokrzywy... Nie wiem jak na Ukrainie, ale na Białorusi ziołowe płukanki stosowano notorycznie, a tu ich nie znalazłam, choć, oczywiście, nie powinnam wymagać ich obecności (więc tu się pewnie czepiam :))

Ogólnie książka otrzymuje u mnie plus. Taka pozycja już od dawna powinna była się znaleźć na półkach sklepowych i bardzo się cieszę, że w końcu się pojawi. Książkę polecam każdemu - przepisy są łatwe, a składniki, przeważnie, tanie, co pozwoli zaoszczędzić parę groszy i, dodatkowo, zmniejszyć ilość wyrzucanego zmarnowanego jedzenia ;)

Książka dostępna będzie od 10 maja na znak.com.pl i w księgarniach, a jej sugerowana cena to 36.90zł (obecnie 27% taniej) :)

6 komentarzy:

  1. Jestem zainteresowana tą książką i pewnie zakupię ją po premierze. Ostatnio mocno wkręciłam się w takie klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ooo, nie słyszałam o tej książce. Zapowiada się interesująco, z chęcią przeczytam! Wpisałam sobie na wishlistę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. chętnie zapoznałabym się z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  4. Byłam mocno ciekawa co myślisz Ty na jej temat :) Nawet w Polsc płukanki z pokorzywy i dziurawca są bardzo popularne :D , no a z tą oliwą to już w ogóle popłynęła :D

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo mnie zaciekawiła ta książka :D
    Mój blog

    OdpowiedzUsuń
  6. Będę szukać tej pozycji. Chętnie poczytam o sekretarz urody najpiękniejszych kobiet świata.

    OdpowiedzUsuń